Ostatni lot
10 kwietnia 2010 roku jednoczyli się w żałobie. Dziś, dzielą się na obronców i przeciwników krzyża. Czy słusznie?
Pół roku po katastrofie smoleńskiej nie przestają narastać kontrowersje dotyczące tej sprawy. Dziś Polska podzieliła się na obrońców i przeciwników krzyża. Tragedia, która z początku spontanicznie połączyła ludzi wszystkich stanów i orientacji politycznych, dzisiaj boleśnie dzieli. Tym bardziej boleśnie, że podziały narastają również pośród rodzin poległych, nadając nowy wymiar wojnie polsko- polskiej. Najbardziej jaskrawie świadczy o tym inicjatywa wyjazdu do Smoleńska w pół roku po katastrofie samolotu. Na jej pomysł wpadła żona Stanisława Komorowskiego, Ewa Komorowska, określając go mianem pielgrzymki. Tymczasem pani Kurtyka stwierdziła, że jest to tylko wycieczka, gdyż nie odpowiada słownikowej definicji pielgrzymki. Co na to pozostałe rodziny ofiar?
Niektórzy z nich wspominają, że zaraz po wypadku telewizja mówiła o poległych w różnych grupach – oddzielnie o państwowych dygnitarzach, posłach, borowcach i generałach, a na szarym końcu wymieniała tzw. civil servants, pilotów i personel samolotu. Inicjatywa Komorowskiej pomogła im wszystkim poczuć między sobą więź, wesprzeć się wzajemnie i przede wszystkim wreszcie spotkać w większym gronie, by poznać osoby, które przechodzą dokładnie, to samo, co oni. Na początku września 30 rodzin spotkało się w sali wojskowego centrum konferencyjnego w Warszawie. To tam ustalono, żeby polecieć do Smoleńska takim samym typem samolotem, co zmarli bliscy zgromadzonych, ale przede wszystkim, żeby zabrać ze sobą krzyż spod Pałacu Prezydenckiego i na zawsze usunąć tę kość niezgody, stworzoną z ważnego religijnego symbolu i wyrazu hołdu harcerzy dla osób poległych. Jednocześnie taki wyjazd miał być ważną terapią dla rodzin, które w ten sposób otrzymały szansę na odwiedzenia miejsca, gdzie ich bliscy skończyli życie, pomodlenia się za nich na miejscu katastrofy i w ten sposób wyładowania części ponurych i negatywnych emocji, nagromadzonych przez ostatnie kilka miesięcy.
List do żony prezydenta z prośbą o wsparcie tego projektu podpisało 28 rodzin. Później media zastanawiały się jakie siły polityczne popchnęły panią Ewę Komorowską do podjęcia się realizacji takiego zamysłu. Wówczas odpowiadała, że chciała złożyć hołd wszystkim poległym, przede wszystkim zaś swojemu mężowi. Jej zdaniem krzyż sprzed pałacu nie jest tylko własnością rodziny zmarłej pary prezydenckiej, ale wszystkich rodzin, które straciły swoich członków podczas katastrofy 10 kwietnia 2010 roku. Część osób, która nie poparła projektu lotu do Smoleńska, twierdzi natomiast, że taka podróż może przyczynić się do rozdrapania starych ran i odżycia okropnych wspomnień. Niektórzy nawet mówią wprost, że jest to sprytny sposób prezydentowej, żeby pozbyć się krzyża sprzed pałacu.
Niewątpliwie ta inicjatywa budzi wiele kontrowersji. Pomimo wszystkich za i przeciw jedno pozostaje pewne: każdy sposób uśmierzenia bólu po utracie najbliższych jest kolejnym krokiem do poradzenia sobie z powstałą traumą i pogodzenia się z ich odejściem. Choćby z tego powodu zasługuje na choć minimalny szacunek i uznanie.